poniedziałek, 26 września 2016

Pierwsza wycieczka - Volterra, San Gimignano


05.09.2016r.

Czas na pierwszą wycieczkę :) Przewidziane coś lekkiego i przyjemnego na początek ;) Więc udajemy się do Volterry. Miasto kojarzy mi się z książką „Zmierzch” i rodem Volturich :) niestety powiedziałam to na głos i potem musiałam uspokajać i tłumaczyć Zuzi, że wampiry nie istnieją i nie trzeba się bać. Dość szybko dojechaliśmy na miejsce, ale problem był z zaparkowaniem. Oznakowanie dość kiepskie, a kiedy udało się znaleźć miejsce parkingowe okazało się, że parkometr nie działa. I trzeba było dalej szukać. Potem szliśmy jakimś dziwnym wejściem w kierunku miasta. A kiedy dotarliśmy to w końcu zagubiliśmy się w klasycznych uliczkach Włoskich. Zwiedzanie miasteczka zajęło nam ok. 2,5h.




 

 





























 






Potem ruszyliśmy w kierunku San Gimignano. Jechaliśmy w pagórkowatym teranie, wśród winnic i wypalonych od słońca słoneczników. Gdzieniegdzie domy, do których prowadzą aleje cyprysów.












 

San Gimignano widoczne było już w oddali, zwłaszcza jego wysokie wieże. Zaparkowaliśmy na początku miejscowości i ruszyliśmy na „szlak” :) Miasteczko zachwyciło mnie swoim średniowiecznym klimatem, taki surowy, groźny wygląd. Zamówiliśmy pizze na wynos i siedząc na schodach podziwialiśmy krajobraz. Razem z Zuzią wspięłyśmy się na wieżę, by pooglądać sobie widoki. Oczywiście Kamilowi się nie chciało :) Po zejściu z wieży Zuzią chciała iść w nagrodę na lody. Na placu przy fontannie znajdują się lodziarnie, które reklamują się jako posiadające najlepsze lody na świecie. Niestety kolejka była olbrzymia!!!! Zuzia nie odpuściła nam i musieliśmy stać w kolejce i zamówić lody. Chyba nie na darmo chwalą się najlepszymi lodami na świecie. Były pyszne!!! Potem pochodziliśmy sobie bez planu po uliczkach i tak sobie fajnie spacerowaliśmy, że aż się zgubiliśmy. I nie mieliśmy pomysłu dokąd pójść i gdzie jest nasze auto. W końcu drogą dedukcji udaliśmy się po prostu przed siebie, potem krążyliśmy po jakimś sadzie z drzewami oliwnymi i wyszliśmy wzdłuż murów miasta, skąd było już blisko auta!







 





 

 




 
 












niedziela, 25 września 2016

Rajska plaża


04.09.2016r. Vada - Białe Plaże

Po wczorajszej podróży chcieliśmy poleżeć sobie spokojnie na słoneczku i padła propozycja udania się do pobliskiej miejscowości Vada. Nie wiedzieliśmy, gdzie się konkretnie udać, ale w pewnym momencie pojawił się parking i dużo samochodów, więc na chybił trafił stwierdziliśmy że to musi być tu. Parking płatny (8 e!), z niego kawałek się idzie wśród drzew i krzewów. Po drodze mija się stragany z różnymi akcesoriami, potrzebnymi na plażę. Po kilu minutach doszliśmy do plaży. Ochh warto było !!! Plażą jak ze snu. Morze bardziej przypomina karaibskie niż Śródziemne :) Kolory wydawały się aż nierzeczywiste. Woda w morzu cieplutka i ...bardzo słona. Wygrzani słoneczkiem, chłodziliśmy się w ciepłych woda turkusu.





 











Camping Valle Gaia

03.09.2016r.

Camping Valle Gaia.

Nasz kamipng jest kameralny. Pracownicy są bardzo pomocni i mili. Szczególnie rezydent Eurocampu mr. John :) Mobil home jest urządzony bardzo funkcjonalnie. Tym razem składa się z dwóch pokojów, salonu z aneksem kuchennym, łazienką i wc. Kaming jest mały więc wszędzie mamy blisko. Z jednej strony są baseny, a jak pójdzie się w drugim kierunku to jest minisupermarket, recepcja (w jej pobliżu darmowe wifi), bankomat, pizzeria ( z opcją na wynos) oraz plac zabaw dla dzieci (bardzo duży).

Są 3 baseny, dla każdego coś się znajdzie :) Woda w basenach nie podgrzewana. Obok basenów kawiarnia, gdzie oczywiście Zuzia od razu chciała lody. Nawet mała porcja jest WIELKA.

Supermarket zaopatrzony w najpotrzebniejsze rzeczy oraz całkiem sporą ilością winka :)

Wieczorkiem więc odpoczywamy przy Pizzy i Chianti :)





 



 
 


 

 





Włoskie wakacje czas zacząć :)

02.09.2016.

Nadszedł długo oczekiwany dzień podróży. Pakowanie, ostatnie zakupy, nerwówka przed wyjazdowa i o godz. 19 ruszyliśmy w drogę.

Droga zaplanowana przez Niemcy, Austrię i Włochy. Długość trasy ok. 1500 km. Cel – cecina.

I już na samym początku stanęliśmy w korku na A4. Na szczęście dość szybko się z niego wyrwaliśmy. Ale potem korki były praktycznie w połowie Włoskiej trasy.

Trasa mecząca ze względu na te korki i duży ruch. Pomimo że jechaliśmy w nocy, to samochodów było co niemiara. Nie było też problemów tankowaniem auta gazem. Tankowaliśmy w Niemczech i Włoszech. Ceny całkiem niezłe od 0,51 e do 0,67 e. W Niemczech mieliśmy specjalną przejściówkę , bo inne są tam dystrybutory gazów. Zakupiliśmy ją przez allegro przed wyjazdem.

Cała podróż w jedną stronę, łącznie z winietą w Austrii, autostradami we Włoszech i gazem wyniosła nas ok. 110 e.


Wiele osób tak chwaliło Toskanię, a ja jadą autostradą myślałam, że jakoś szczególnie ładnych widoków tu nie ma. Kamil mnie uspakaja, mówiąc że na pewno zobaczymy „prawdziwą Toskanię” zjeżdżając z autostrady ale mam drobne wątpliwości.

Na miejsce przyjechaliśmy ok. godz. 14.00 nawigacja poprowadziła nas prawie do celu tz. Cel wskazała jakieś 1,5 km przed właściwym, ale jadą prosto dalej dotarliśmy na camping valle gaia.