niedziela, 25 września 2016

Rajska plaża


04.09.2016r. Vada - Białe Plaże

Po wczorajszej podróży chcieliśmy poleżeć sobie spokojnie na słoneczku i padła propozycja udania się do pobliskiej miejscowości Vada. Nie wiedzieliśmy, gdzie się konkretnie udać, ale w pewnym momencie pojawił się parking i dużo samochodów, więc na chybił trafił stwierdziliśmy że to musi być tu. Parking płatny (8 e!), z niego kawałek się idzie wśród drzew i krzewów. Po drodze mija się stragany z różnymi akcesoriami, potrzebnymi na plażę. Po kilu minutach doszliśmy do plaży. Ochh warto było !!! Plażą jak ze snu. Morze bardziej przypomina karaibskie niż Śródziemne :) Kolory wydawały się aż nierzeczywiste. Woda w morzu cieplutka i ...bardzo słona. Wygrzani słoneczkiem, chłodziliśmy się w ciepłych woda turkusu.





 











Camping Valle Gaia

03.09.2016r.

Camping Valle Gaia.

Nasz kamipng jest kameralny. Pracownicy są bardzo pomocni i mili. Szczególnie rezydent Eurocampu mr. John :) Mobil home jest urządzony bardzo funkcjonalnie. Tym razem składa się z dwóch pokojów, salonu z aneksem kuchennym, łazienką i wc. Kaming jest mały więc wszędzie mamy blisko. Z jednej strony są baseny, a jak pójdzie się w drugim kierunku to jest minisupermarket, recepcja (w jej pobliżu darmowe wifi), bankomat, pizzeria ( z opcją na wynos) oraz plac zabaw dla dzieci (bardzo duży).

Są 3 baseny, dla każdego coś się znajdzie :) Woda w basenach nie podgrzewana. Obok basenów kawiarnia, gdzie oczywiście Zuzia od razu chciała lody. Nawet mała porcja jest WIELKA.

Supermarket zaopatrzony w najpotrzebniejsze rzeczy oraz całkiem sporą ilością winka :)

Wieczorkiem więc odpoczywamy przy Pizzy i Chianti :)





 



 
 


 

 





Włoskie wakacje czas zacząć :)

02.09.2016.

Nadszedł długo oczekiwany dzień podróży. Pakowanie, ostatnie zakupy, nerwówka przed wyjazdowa i o godz. 19 ruszyliśmy w drogę.

Droga zaplanowana przez Niemcy, Austrię i Włochy. Długość trasy ok. 1500 km. Cel – cecina.

I już na samym początku stanęliśmy w korku na A4. Na szczęście dość szybko się z niego wyrwaliśmy. Ale potem korki były praktycznie w połowie Włoskiej trasy.

Trasa mecząca ze względu na te korki i duży ruch. Pomimo że jechaliśmy w nocy, to samochodów było co niemiara. Nie było też problemów tankowaniem auta gazem. Tankowaliśmy w Niemczech i Włoszech. Ceny całkiem niezłe od 0,51 e do 0,67 e. W Niemczech mieliśmy specjalną przejściówkę , bo inne są tam dystrybutory gazów. Zakupiliśmy ją przez allegro przed wyjazdem.

Cała podróż w jedną stronę, łącznie z winietą w Austrii, autostradami we Włoszech i gazem wyniosła nas ok. 110 e.


Wiele osób tak chwaliło Toskanię, a ja jadą autostradą myślałam, że jakoś szczególnie ładnych widoków tu nie ma. Kamil mnie uspakaja, mówiąc że na pewno zobaczymy „prawdziwą Toskanię” zjeżdżając z autostrady ale mam drobne wątpliwości.

Na miejsce przyjechaliśmy ok. godz. 14.00 nawigacja poprowadziła nas prawie do celu tz. Cel wskazała jakieś 1,5 km przed właściwym, ale jadą prosto dalej dotarliśmy na camping valle gaia.

sobota, 6 sierpnia 2016

Moje miejsce na Ziemi :) Dolina Pięciu Stawów Polskich

Czwartego dnia naszego pobytu w Zakopanem w końcu pojawiła się wyśmienita pogoda i szansa na moją upragnioną wędrówkę do Doliny Pięciu Stawów. Zakochałam to miejsce od pierwszego wejrzenia i miłość do niego  trwa od wielu wielu lat.
Sa tam cudne widoki, cisza, piękno przyrody.
Siedzisz pośród gór i patrzysz na ich potęgę i wszystko zaczyna nabierać innego znaczenia.
Nie mogłam nie pójść w to miejsce będąc tak blisko.
Wszyscy dziwili się, że idziemy z 5 latka do doliny, ale według mojej pamięci trasa nie jest trudna wiec mała poradzi sobie bez problemu. Jednak okazało się że pamięć człowieka jest zwodnicza. Inaczej zapamiętałam ten szlak, a może wydawał mi się prostszy bo byłam młodsza i bez dziecka.
W każdym bądź razie okazał się baaardzo długi, cały czas pod górkę, po kamieniach i to jeszcze w niektórych miejscach śliskich po deszczach niedawnych. A na dodatek chcąc iść łatwiejsza trasa wybrałam drogę obok wodospadu( którą nigdy wcześniej nie szlam),ale kiedy szliśmy nią to zdecydowanie wolałabym jednak zmienić wybór i pójść czarnym.
Podziwiam moją Zuzę, która dzielnie szła do przodu, nie marudziła i po prostu dawała radę. I doszła!!!! Byłam pełna podziwu.
My z Kamilem chcieliśmy rezygnować w pewnym momencie, bo przeraziliśmy się dalsza stromą drogą obok przepaści, którą mieliśmy do pokonania. Samemu nie było by to trudne, ale z małym dzieckiem stanowiło to pewne wyzwanie.
 A oto fotorelacja:
Zaczęliśmy swoja wycieczkę z komplikacjami - na parkingu nie było miejsc i trzeba było zatrzymać się 2 kilometry dalej. Na szczęście jeździły busy podwożące bliżej. Początkowo szliśmy drogą w kierunku Morskiego Oka. Turystów tłumy!!!Przy Wodogrzmotach Mickiewicz trzeba skręcić w prawo i zacząć wędrówkę :)


 



 

 
Po drodze natknęliśmy się na żmiję:


 i szliśmy, szliśmy, szliśmy







 
 

 
Az dotarliśmy do wodopadu, gdzie dopadł nas poważny kryzys i zwątpienie, czy damy radę z Zuzią dojść dalej. Zdjęcia nie oddają tamtejszej wysokości, przepaści i drogi :(



 





 
Za mamową Zuzi nie zrezygnowaliśy i ruszyliśmy dalej, pomimo obaw czy dojdziemy: